OLA BLOGUJE

PRZYPADKI WPADKI WYPADKI

sobota, 30 sierpnia 2014

Koniec przedszkola

Niestety przedszkole się skończyło. Już nie będzie takie samo beze mnie...
Jak to się zaczęło? Źle się chyba zaczęło, bo podobno chodzili za mną z wiaderkiem na łzy, a pani Magda do tej pory nie może się pozbyć bicepsów, które wyrobiła sobie przez trzymanie mnie na rekach. W domu tez stres był: jak Ola? Płakała? Bardzo czy tylko trochę? No nie ma co ściemniać, że pierwszy rok był trudny, bo tak sama byłam, bez mamy, z jakimiś maluchami. Ale w następnych dwóch latach wszystko sobie odbiłam! A co!!! Domisie okazały się mega Domisiami, panie były ekstra paniami! Chodziłam z zasłoniętym okiem, bo tak kazała pani doktor, a nikt ze mnie się nie śmiał tylko wszyscy mi pomagali. Dziewczyny z grupy były super i mam nadzieję, że w szkole też będziemy się widywały. Będę pamietała swoją pierwszą szafkę, pierwszy raz jak zostałam tam sama, pierwszy rysunek dla mamy, pierwszy publiczny występ, zabawy i kłotnie z koleżankami, nieudolne warkocze made by tata, wieczne spóźnienia, wkurzanie taty z rana, fryzury robione przez mamę o 6 rano, będę pamietała moje dziewczyny z grupy, będę pewnie zawsze wspominać panią Ulę, Magdę, Elę i wszystkie możliwe panie z przedszkola.
To był fajny czas...
Tata mówi, że najfajniejszy jaki może być, straszy mnie jakimiś obowiązkami w tej szkole i podobno nie będziemy się mogli spóźnić ha ha ha

sobota, 21 czerwca 2014

Na jagody...

Z powodu, że pogoda na rower nie była sprzyjająca, a wszystkie mecze są rozgrywane dopiero wieczorem (tata znika od 18-24, bo są jakieś mistrzostwa) wybraliśmy się na spacer do lasu. Ze spacerowania niewiele wyszło, bo całą czwórką (nasza 3 + pies) zeszliśmy do parteru i zajęliśmy się zbieractwem. Nie, nie to nie dzień ekologii i sprzątania lasu, ale okazało się, że na małych krzaczkach rosną jagody i te drugie, co wyglądają jak truskawki po diecie odchudzającej. Te drugie to oczywiście poziomki, ale jakoś ta nazwa mi nie wchodzi i nazywam je jarzynami albo jeżynami (cokolwiek to jest). Wracając do zbieractwa, to zawsze myślałam, że te jagody to bierze się po prostu ze sklepu, a tu się okazało, że można je zrywać prosto z krzaczków. Niestety nie byliśmy przygotowani w sprzęt do zbierania i zostałam zmuszona do wyjedzenia jabłek z plastikowego pojemnika, a następnie zmuszona do wypicia 0,5 l Kubusia Play, bo "zbieracze" potrzebowali naczynka na jagody i te drugie. Po nie wiem jak długim czasie zapełniliśmy pojemnik i butelkę i zebraliśmy się do domu. Zdziwiony był tylko pies, bo zazwyczaj na spacerze schylamy się po patyk, a nie po jakieś małe kulki. Znudzony deptał namiętnie krzaczki, albo zajmował się "bobractwem", czyli obgryzaniem patyków. Mama niesiona falą entuzjazmu postanowiła zrobić naleśniki, tata co wiadome nie oponował (zapewne już widział te jagody na naleśnikach). Naleśniory z jagodami okazały się super, ale bardziej super były jednak z nuttelą...sorry mama. Acha, tata coś wspomniał o zbieraniu grzybów. Z tego co wywnioskowałam z grzybów zna tylko pieczarki, ale coś wspominał o jakimś wujku Googlu co podobno się na tym zna...

niedziela, 15 czerwca 2014

Rower, rolki i ja

Ostatni wpis jest z marca, więc dużo czasu opłynęło i wiele się wydarzył.
Pochwalę się, że....
Opanowałam jazdę na rowerze!!!
W zeszłym roku jakoś ten sport mnie nie pociągał i nie pozwoliłam odkręcić dodatkowych kółek. Przez zimę ktoś podobno ukradł te kółka, a zostawił rower. Dziwne, ale skoro tata tak twierdzi...I dlatego w tym roku musiałam jeździć klasycznie, czyli na 2 kółkach. Do roweru doczepili jakiś drut i na tym drucie mnie prowadzali. Ja próbowałam jechać, a tata próbował mnie utrzymać w linii prostej. Efekty pierwszych jazd: zaliczony śmietnik, ogrodzenie, kilka razy krzaki. Podobno nie używałam hamulców.Hmm, no może tak było. Po kilku jazdach opanowałam kierownicę i jazda na wprost okazała się prosta. Dzięki temu tata mógł doskonalić swoje umiejętności biegowe, a mama odporność na stres. Prawdziwym testem okazał się wypad na ścieżkę rowerową. Tu okazało się, że w jeździe na wprost ja jestem doskonała, ale tata już tak dobry w bieganiu nie jest, a mama wyraźnie powinna popracować nad kontrolą stresu. Test zdałam pozytywnie i jak solidarnie stwierdzili rodzice mogłam przejść na kolejny poziom. Dołożyli mi hamowanie i zatrzymywanie w miejscu. Opanowałam dość sprawnie te umiejętności, ale niestety w parku zawiódł najsłabszy element roweru...tata. Moje naturalne tempo jakoś dziwnie wpłynęło na jego kolor twarzy i gdzieś osłabiło jego umiejętności przewidywania. No i było bum...Weszłam w zakręt podobno jak rasowy motocyklista, niestety najsłabszy element nie zauważył piasku, no i jak twierdzi ów element najsłabszy, "koło mi uciekło". Efekt: lot w kierunku ziemi, zakończony twardym lądowaniem na błocie. I po tym wszystkim jeszcze kazali mi jechać dalej na rowerze. Z brudnymi rękami!
Koniec końców uznali, że skoro opanowałam hamowanie i jako tako zakręcanie, to możemy przejść do kolejnego etapu: ja rower, oni rolki. Podobno musieli przyspieszyć przejście na 3 etap, bo tata nie dawał rady za mną biegać. Ten etap okazał się najprzyjemniejszy, bo jeździmy sobie wszyscy razem, ja narzucam tempo, a rodzice muszą mnie gonić. Mam tylko zakaz ostrego hamowania, bo tata ma rolki bez hamulców, a i mama podobno w miejscu się nie zatrzymam.
Czekam teraz na etap IV, czyli wszyscy na rowerach. Będzie wesoło...
Aha, rower jedzie ze mną na wakacje!

sobota, 29 marca 2014

Ranking marzec 2014

O to najnowszy ranking ulubionych rzeczy:
10. Rolki
9. Wyprowadzanie rano psa na spacer
8. Dora poznaje świat
7. Prowadzenie auta :-)
6. Klopsiki z Ikeii
5.  Fikołki na 100 sposobów...
4. Przedszkole ha ha
3. My Little Pony zawsze w czołówce
2. Plac zabaw!!!
1. Club Winx- szybka droga na szczyt rankingu...

czwartek, 31 października 2013

Było ich trzech

Pierwszy był chyba najważniejszy, bo strącił z pierwszego miejsca Słonia w Czapce, a to nie lada wyczyn. Był ze mną długo,spał ze mną,odprowadzał do przedszkola, cieszył się kiedy z niego wracałam. Jednym słowem - przyjaciel. Niestety pewnego pięknego dnia w drodze z przedszkola poczuł powiew wolności i zniknął bez śladu. Szukaliśmy wszędzie, pytaliśmy wszystkich, ale ślad po nim zaginął.Płacz był mój straszny, tak straszny, że rodzice w tym samym dniu objechali wszelkie możliwe miejsca w poszukiwaniu jemu podobnych. Dostałam zamiennik, ale to już nie było to.
Sprytna mama jednak znalazła takiego samego zastępce. Nie wiem jak, nie wiem gdzie, ale znalazła. Cieszyła się ogromnie, bo wyglądał dokładnie tak samo jak ten pierwszy, tylko teraz był tym drugim, ale jednak pierwszym wśród pozostałych. I znowu towarzyszył mi wszędzie: w przedszkolu, na spacerze, w sklepie...A tata ostrzegał: nie bierz go ze sobą, bo da nogę tak jak poprzedni, czyli były pierwszy. Oj tam, myślałam sobie. Będę go pilnować. I tak było do momentu wycieczki do Krakowa. Nachodził się z nami, naoglądał, wyraźnie mu to miasto pasowało. I tak teraz sobie myślę, że od początku coś kombinował. I kiedy już wracaliśmy niespiesznie do auta, chwila nieuwagi i już go nie było! Wybrał wolność, tak jak były "pierwszy". I znowu były poszukiwania, nerwy. I znowu bez rezultatu. Tata powiedział, że "drugipierwszy" postanowił zostać lajkonikiem. Nie wiem co to takiego, ale brzmi rozsądnie. 
I znowu się powtórzyło szukanie. I znowu takiego samego nie było. I znowu trafił się fajny, inny, ale jednak nie taki sam fajny jak "pierwszy" i "drugipierwszy".
I nagle dzisiaj ktoś zapukał. Otwieramy, a to kurier. Co nam przywiózł? Ha!!! Nowego "pierwszego"! Prosto z Poznania jakiegoś! 
Proszę poznajcie "trzeciegopierwszego":







niedziela, 27 października 2013

Paszk coś tam coś tam na mamę

Tata uznał, że mój ostatni wpis jest jednostronny i niesprawiedliwy i kazał mi napisać jakiegoś paszkwi coś tam coś tam na mamę. Z tatą nie ma żartów,więc biorę się do roboty, bo przez ramię mi zagląda.
Tak, mama też ma swoje słabości telewizyjne. W zasadzie mama ogląda dwa typy programów: o gotowaniu i o leczeniu. Jeśli chodzi o to pierwsze to tata powinien być zadowolony, bo mama wymyśla jakieś ciekawe potrawy. Czy tak jest nie jestem do końca pewna, bo czasami słyszę:  po co stoi cały dzień w kuchni, że on może zjeść kanapki (ha ha kromka z masłem i serem to kanapka?) i takie tam bajerki. Ja tam od wymyślnych rzeczy trzymam się z daleka i tata chyba też, bo w zasadzie mógłby jeść codziennie naleśniki. Ostatnio takie małe naleśniki, racuchy, zjadł sam. Cały duży talerz, ja się na dwa załapałam - dał mi je z ciężkim sercem, a wybrał chyba najmniejsze. Ale wracając do tv to jedzenie ok, ale z leczeniem już jest problem. Tata mówi, że ma dosyć tych wnętrzności na ekranie. Nie wiem co to znaczy, ale na wszelki wypadek codziennie przecieram telewizor. Ostatnio stwierdził, że mama o leczeniu i operacja wie już wszystko i w zawiązku z tym nie musimy chodzić do lekarza. Super! Będzie leczyła nas mama! Muszę ją zapytać czy zna się już na zębach, bo coś moje nie chcą wypaść same. Oby nie próbowała tego o czym rozmawiali, czyli jakieś wiązanie zębów do drzwi. Nie rozumiem, ale brzmi groźnie.
Mama osiąga więc kolejne sprawności kuchenne i lekarskie dzięki tv, w związku z tym tata musi świetnie grac w tenisa i piłkę nożną, bo ogląda często i z zaangażowaniem. Mnie chyba też ta tv coś uczy, bo tata powiedział, że jak będę tak często oglądała My Little Pony to zostanę stajennym. Kto to nie wiem, ale to chyba coś fajnego, prawda? 

sobota, 26 października 2013

TV

Ostatnio siedzimy sobie w pokoju i coś oglądamy z mamą. Spokój, błoga cisza, z niezbyt mądrymi minami patrzymy w ekran, ale tak naprawdę nic nie oglądamy. Po prostu relaks. Wpada tata - zaangażowany oglądacz telewizji, wielbiciel polityki i przełączacz reklam. Wpada i widząc nasze miny rzuca: nic nie oglądacie, dajcie pilota, sprawdzę co jest ciekawego. Odpowiadam od razu jakie będą sprawdzane kanały: TVN24, Polsat Sport, Eurosport, potem Polsat News, szybki przegląd TVN Turbo, lot przez wszystkie Discovery itp. To wszystko oczywiście ściema, bo wiadomo do czego zmierza. Na TVN24 wypatrzył jakichś smutnych facetów przy stoliku, więc pewnie POLITYKA be be be...
Przełączył. Cisza, coś tam gadają. Patrze na mamę, jej wyraz twarzy z błogiego spokoju zmienia się: oczy robią się węższe, usta jakieś mniejsze, nabiera kolorów. Oho, szykuje się. Teraz patrzę na tatę: wpatrzony w tv, lekko się uśmiecha, juz wiem, że nie wytrzyma i skomentuje to co widzi w tv. Ja tam w telewizorze widzę jak jeden facet kłóci się z drugim, machają rękami, trzeci próbuje coś mówić, ale tamci sa zajęci sobą. Nawet nie rozumiem o czym mówią, jeden bełkot. Gorzej niż w naszym przedszkolu, mówią wszyscy na raz - oj przydałaby się nasza pani, zaraz by się uspokoili i dostali czarne kropki na tablicy! Tata otwiera usta i nie patrząc na mamę - błąd tato, błąd!! -  najpierw niezrozumiale coś zaczyna mówić. Najpierw jakby do siebie:" co za bzdury, jaki wybuch, co za kret". Mama na razie przyjmuje to ze spokojem, choć jej oczy są juz zupełnie małe. Tata dalej brnie w nieszczęście, bo dalej nie patrząc na mamę rzuca:" posłuchaj tych bzdur, przecież te facet bredzi!" i popełnia kolejny błąd - pogłaśnia telewizor. I znowu mówi do mamy: "posłuchaj ich". Tego było za wiele dla mamy: "mam już dość, od 3 lat słyszę codziennie o jakich samolotach, brzozach, wybuchach!!!". Tata jakby nie słyszał ciągnie dalej:" niewiarygodne, jak można takie coś wymyślić!". 
Wstajemy i wychodzimy na kuchni, tata siedzi sam i chyba nie zauważył jak wyszłyśmy, bo mówi coś w strone telewizora. Chyba wydaje mu się, że oni go słyszą. Nie jest dobrze z tatą,oj nie jest...

niedziela, 29 września 2013

Przedszkole z rana

I znowu się pojawiam po długiej przerwie...
Mamy nowy rok przedszkolny, a co się z tym wiąże nowe obowiązki: trzeba się dużo więcej bawić! Są nowe koleżanki, ale też zostały dwie "stare" kumpele. Monstre High są u nas na topie, więc musimy się w nie bawić. Do tego jesteśmy często konikami z My Little Pony oraz pospolitymi kotami. A zaczęłam od bycia dinozaurem, aż wstyd pamiętać...
Program "przedszkole z rana" przebiega bez problemu, no może jest z lekka zmodyfikowany w stosunku do lat poprzednich. Obecnie wygląda to mniej więcej tak:
6:45 - "Mamo daj buziaka", mama daj i "spada" do pracy
6:46 - 6:55 - Tato,tato, tato....
6:55 - 7:00 - TATO!!!!TATO!!!TATO!!!
7:01 - Tata łaskawie przychodzi do mnie i wtedy kolejne polecenie "na ręce" - po zimnej podłodze z rana chodzić nie będę
7:01 - 7:30 - snujemy się bez celu po domu, tata coś tam sprząta (co można sprzątać po nocy???), ja zgłębiam tajniki internetu
7:35 - kipi mleku (standard)
7:35 - 8:10 - jem śniadanie. Ktoś spyta czemu tak długo? Odpowiedź jest banalnie prosta: czy mnie się gdzieś spieszy?
8:11 - 8:25 - robi się nerwowo - tata tarci cierpliwość i muszę przyspieszyć spożywanie posiłku. Zaraz po jedzeniu mkniemy do łazienki na szczotkowanie zębów a potem szybkie ubieranie. Współczuję i mamie i tacie: mama prasuje wieczorem ciuchy nieświadoma tego, że rano i tak ich nie założę. Tata jest podatny na moje sugestie w kwestii mody i więc po kilku ostrych zdaniach w poniedziałki i piątki zgadza się na moje propozycje, czyli niezmiennie bluzka z Monster High. Zgadza się tylko w pon i piątki, bo kiedyś trzeba ją wyprać. W pozostałe dni jakoś udaje nam się osiągnąć kompromis, ale próbuje zawsze walczyć o Monster.
8:25 - 8:30 - Tato czy mam czas na zabawę?? "A rób co chcesz Ola, ja wychodzę!!!"
8:30 - 8:35 - czesanie... temat rzeka...ja uciekam, tata mnie goni ze szczotką po mieszkaniu, tata się obraża itd. Max jego umiejętności fryzjerskich to zwykły kucyk. Nie zorientował się jeszcze, dlaczego nie chcę spinek do włosów - no wbija się w dziwne miejsca na głowie, mam wrażenie, że chce połączyć włosy ze skórą głowy...
8:35 - 8:40 ostatni szlif, czyli ubieramy się w buty i tzw odzienie wierzchnie... tato pomóż z tymi butami...
8:41 - wychodzimy, tata zamyka drzwi, otwiera drzwi, bo zapomniałam pożegnać psa, zamykamy drzwi, otwieramy drzwi - tata zapomniał telefonu, schodzimy na dół, rozmowa z sąsiadką i juz można gnać do P.
8:50 - szczęśliwie docieramy na miejsce - przebieranko i już mam luz aż do 15:15!!!!!!
8:55 - 15:15 - relaks przedszkolny
15:15 - zjawia się mama.
15:30 - opuszczamy przedszkole bez większych problemów
15:30 - 16:00 - trasę do pokonania w 5 minut pokonujemy w min minut 30. Trasa wiedzie przez plac zabaw (zależy od pogody), przez Żabkę, kiosk, warzywniak, piekarnię aż do domu. Szybko i sprawnie, prawda?

Tak to zazwyczaj wygląda, extra jest jak zaśpimy z tatą, wtedy wszystko wygląda co prawda tak samo, ale tempo jest zdecydowanie większe. 

niedziela, 16 czerwca 2013

Top 10 czerwca

Co prawda czerwiec 2013 jeszcze się nie skończył, ale można już przyznać nagrody!
Jedziemy, pierwsza 10-tka najlepszych z najlepszych.

10. Spacery z psem, najlepiej rano, najlepiej na Pogorię lub do lasu, najlepiej w miejsce pełne patyków lub szyszek.
9. Rzucanie ciastek psu, najlepiej w miejsca trudno dostępne. Tata nie lubi tej zabawy, bo pies wciska się pod stół, za kanapę, pod szafki itp, a jak nie może dostać ciastka to siedzi tam, aż ktoś mu nie pomoże. A kto może pomóc? mama i tata. Świetna zabawa. Aha, najlepiej trafić pod kanapę, widok psa niezapomniany.
8. Google-najlepiej wyszukuje wszystko z Monster High. Absolutnie niezbędne do życia. Mama mówi, że mam to po tacie.
7. Kult "Kocham cię a miłością swoją" - bardzo mi pasuje ostatnio.
6. Gipsowanie - moja pomoc w czasie remontu ponoć jest niezbędna, malowanie nie jest fajne, ale gipsowanie-o tak! Podobno po mojej pracy jest dużo szlifowania-to chyba dobrze?
5. Lody, najlepiej truskawkowe z Lidla. Mogę jeść do bólu.
4. Rogalik 7 days, dobry na śniadanie, kolację, obiad, a najlepiej smakuje zjedzony w sklepie.
3. Rower, wrócił do łask i od razu miejsce w czołówce. Ja na rowerze, a rodzice na rolkach to fajny zestaw.
2. Tata z mamą przyznali mi 2 miejsce podobno za moje hasła z ostatniego czasu, które ponoć "rzucają ich na kolana". Niech będzie.
1. Bezwzględnie i bezapelacyjnie pierwsze miejsce dla ekipy Monster High!!! Za całokształt!!! Wszystko co jest z tym związane jest absolutnie świetne: lalki, gry, filmy, piosenki, koszulki, wisiorki, torebki, słomki, papucie i wiele wiele innych. Kolekcja się rozwija, ale zaczyna brakować miejsca, no i rodzice zaczynają się stawiać, że trochę przesadzam. Pocieszające jest słowo "trochę", bo to daje dużo możliwości rozwoju...

piątek, 14 czerwca 2013

Na razie...

Pewnego dnia zawitałam jak zwykle do przedszkola swego. Niby wszystko wyglądało tak samo, ale coś wisiało w powietrzu. Dzieci było jak na lekarstwo, a i te co były jakoś tak marnie wyglądały. Pani przedszkolanka była z lekka zaskoczona moją obecnością i z daleka przyglądała mi się uważnie. Dzieci bawiły się osobno, pani siedziała w wciśnięta w kącik. Zabawki poukładane. Nie, to nie wyglądało na "normalną" salę. Zaczęłam mieć obawy czy oby na pewno trafiliśmy do właściwej sali, ale w pozostałych wyglądało to podobnie.  Nerwowym krokiem do sali weszła pani dyrektor, rozejrzała się dookoła, pokiwała głową z dezaprobatą i poszła dalej. Pani kucharka przynosząc śniadanie spojrzała na mnie z politowanie i głaskając po głowie spytała: "A ty kiedy?" Halo! O co chodzi? Może mi ktoś wyjaśni co się tu dzieje i gdzie są moje koleżanki? I dlaczego Tata zostawił mnie na progu sali i "dał nogę"?  Kolejna pani przedszkolanka weszła do nas i rzuciła tylko:"U mnie 6-tka". Jak szóstka się pytam?!!!
Zagadka sama się wyjaśniła po 2 tygodniach...
Trochę mi smutno, bo wszystkie koleżanki to miały, a i kuzyna dopadło. 
A mnie ominęło.
I Tatę też.
Na razie........