piątek, 1 kwietnia 2011
Jeszcze o rowerze
sobota, 26 marca 2011
4 lata mi stuknęły
Tak tak, mam już 4 lata. Dokładnie skończyłam je 13 marca. I jak zwykle w urodziny byłam chora. I ja zwykle w marcu nie obeszło się bez zastrzyków. Impra urodzinowa się odbyła, choć ja nie byłam w najlepszej formie. Mama zrobiła pyszny tort, były prezenty, goście...Ach żeby tak codziennie były urodziny...
Czekam na poprawę pogody i ruszam z tatą na wyprawę w poszukiwaniu Hefalumpów. A o tym gdzie ich szukać napiszę następnym razem...
PS. Dziękuję wszystkim za 100% frekwencję i prezenty!!! Dzięki Wam mam rower!!!
Tak tak oczywiście ze słoniem!!!
wtorek, 8 marca 2011
8 marca - Dzień Kobiet nawet najmniejszych
Mama mi powiedziała, że ten dzień dotyczy również mnie, bo jakby nie było jestem juz "małą kobietka swojego tatunia" i w tym dniu chcialabym wszystkim Babkom życzyć
SZCZEGÓLNIE SPĘDZONEGO DNIA
WSPANIAŁYCH PREZENTÓW
niedziela, 27 lutego 2011
Jak zdobyć balona?
Rudolf czerwononosy
czwartek, 10 lutego 2011
Zwykły poranek
7.00 - pobudka
7.05 - pierwsza pobudka taty
7.06 - druga pobudka taty
7.07 - podnoszenie powiek tacie
7.08 - powieki podniesione, tata mimo wszystko nieprzytomny
7.09 - zasypanie taty mnóstwem pytań
7.15 - mózg taty zaczął reagować
7.16 - powtarzam pytania zadane przed kilkoma minutami
7.22 - tata próbuje się ratować przykrywając się kołdrą
7.23 - wzywam na pomoc psa (pies zabezpiecza prawą stronę łóżka)
7.25 - po krótkiej walce tata się poddaje
7.30 - I podejście do wstawania - tata pada
7.31 - II podejście do wstawania - tacie udało się usiąść
7.32 - jedna noga taty na podłodze
7.33 - zrzucam mu drugą nogę
7.38 - tata siedzi od 5 minut bez ruchu - może zemdlał?
7.40 - w końcu wstaliśmy, duszenie taty przyniosło skutek - spokojne - jak tata tracił przytomność pies go lizał po twarzy
7.45 - idziemy do ubikacji, ale ze mną idą wszystkie słonie - w końcu spędzę tu trochę czasu
7.55 - teraz kuchnia, robię sobie śniadanie
8.00 - zaczynamy jedzenie, teraz trochę marudzenia - cóż mam sprecyzowane gusta, nie zjem jak nie będzie właściwej bajki
8.30 - zjedzone, tata jakby trochę zmęczony
8.35 - myjemy się, tata cały mokry a moje zęby nadal nie umyte
8.45 - teraz czesanie, uciekam...
8.50 - mama pomogła mnie złapać
9.00 - nie mówiłam,że mnie nie uczeszecie?
9.01 - tata mówi, że nic nie jadł, mama nie piła kawy - organizuję im zajęcie żeby nie myśleli o jedzeniu i piciu - rozsypane puzzle powinny ich zająć na trochę
9.30 - puzzle posprzątane, teraz czas na pudełka z zabawkami
10.00 - tata zemdlał, wołam psa, bo mama dorwała się do kawy, nie chce puścić kubka i trzyma się stołu
10.05 - pies ratownik pomógł, daję tacie ciastko, chyba mu nie smakuje, bo wypluł... sorki to ciastka Roxi
10.10 - ja ciągnę tatę za jedną nogę, pies za drugą, mama dalej trzyma się stołu
10.20 - tata zaciągnięty do kuchni - NIE!!!! To miska psa, wypluj!
10.25 - Pomidor może być? Tata zjada z apetytem. Mama patrzy w dal. Gryzę ją w rękę - brak reakcji. Zemdlała na siedząco?
10.30 - Tata siada koło mamy, razem patrzą w dal. Wyglądają na niewyspanych. Halo!!! Idziemy na dwór? Ubieranie to kolejne wyzwanie! Wstawać!
czwartek, 6 stycznia 2011
METODA NA "NIE"...
Proces wychowawczy moich rodziców trwa. Co prawda zaczęli oglądać jakiś program o wychowaniu, ale na razie tylko psów. Mam nadzieję, że nie będą metod tego jakiegoś Cesara próbowali na mnie he he. Nie ma takiej siły, która odebrałaby mi dowodzenie w tym domu!
Ostatnio stosowana metoda to tzw. "zawsze nie". Po prostu w każdej możliwej sytuacji mówię "nie". Jeśli coś mogę stracić przez to "nie" to przecież zawszę mogę zmienić zdanie, prawda? Metoda skuteczna, ale trzeba słuchać co rodzice mówią, bo czasami próbują mnie podejść psychologicznie stosując podejrzanie skomplikowane pytania. Można spokojnie uznać, że słowo "tak" zniknęło z mojego słownika, jako niepotrzebne, bo i tak się na nic nie zgadzam. Powoduje to konflikty, ale niestety jest to niezbędne w mojej metodzie wychowawczej. Powoli zaczynają rozumieć kto rozdaje karty! trzeba jednak pamiętać, że czasami należy ustąpić. Oczywiście jest to tylko tzw "podpucha" np. idziemy na dwór. Ok. Rodzice proszą: Chodź się ubrać. Oczywiście idę, zakładam spodnie, bluzkę (że niby taka uległa jestem) i kiedy rodzice myślą, że już, już się uda ubrać szybko i gładko, nagle zmieniam zdanie i NIE będę się ubierać, nigdzie NIE idę. No i wpadają w panikę! Zaczyna się tłumaczenie, przedstawianie zalet. Moja odpowiedź? Wiadomo: NIE. Potem jest szantaż, wiadomo: bezskuteczny. Następnie metoda zastraszania, potem obrażania, aż dochodzimy to najważniejszego i zarazem ostatniego. Etapu obietnic. I to jest ten punkt do którego zawsze należy zmierzać!!! W metodzie na "nie" chodzi o dojście do etapu obietnicy! Czyli jak zrobisz to co chcemy, to ci coś kupimy, coś zrobimy itd. Oczywiście zawsze staram się uzyskać jak najwięcej, ale tu trzeba być ostrożnym, żeby nie przesadzić. Bierzemy co obiecują, dodajemy kilka swoich propozycji (spokojnie - rodzice na wszystko się zgodzą, byleby zrobić o co proszą), przybijamy "piątkę", ubieramy się (lub cokolwiek innego) i pozostaje tylko wyegzekwowanie obietnic. Prawda, że cudownie prosta metoda?
sobota, 1 stycznia 2011
Mikołaj, Świeta i Nowy Rok
Był mikołaj? No był. Mikołaj był prawdziwy i co ciekawe znał wszystkie dzieci na imprezie. Ja na wszelki wypadek wolałam się do niego nie zbliżać i odbierałam prezenty od pośrednika, czyli przez tatę. Na koniec nawet mu pomachałam, więc powinien czuć się usatysfakcjonowany. Prezentów przyniósł cały wór i były naprawdę świetne!!! Dzięki Mikołaju, możesz wpadać co tydzień! Hitem okazał się renifer. Znaczy bajka o reniferze z czerwonym nosem. Podobno wszyscy na świecie go znają, mnie niestety dotychczas jakoś umknął. Mama mówi, że DVD nie wytrzyma, bo Rudolf (tak ma na imię renifer) leci 24h/dobę. Po Świętach dołączyła "Ola i jej zoo" też na płycie, no i teraz DVD jest już czerwone i powoli odpada od niego farba. Same Święta to tylko mnie wymęczyły i składają się głównie z odwiedzin i jedzenia. Wszyscy poruszają się jakoś powoli i nie mają siły na zabawę. Nudy...
Dzisiaj zaczął się podobno Nowy Rok. Absolutnie mi to nic nie mówi. I jak widzę ten "nowy" niczym się nie różni od "starego". Podobno wszyscy składają sobie życzenia, więc i ja wszystkim życzę dużo zabawy, mnóstwa prezentów, rodzicom wytrwałości a dzieciom radości! I takich rymów przez rok cały...
sobota, 23 października 2010
Skarb
Powroty
Powroty bywają trudne. Nie było mnie tu chyba od lipca. Oj nazbierało się tematów!!! Po pierwsze i najważniejsze, to były wakacje. Co prawda powtórka z zeszłego roku, ale w tym było dużo fajniej. Pierwsze wrażenie: w zeszłym roku wszystko wydawało się większe, więc albo ja urosłam, albo wszystko inne się zmniejszyło. Kolejna ważna rzecz: nauczyłam się pływać!! Na brzuchu i na plecach! Tak. Trochę tata pomagał, ale on mnie tylko trzymał, żebym nie poszła na dno. Szkoda tylko, że z tej wody trzeba było wychodzić, wycierać się, siedzieć w ręczniku... Foki się nie wycierają, siedzą cały dzień w wodzie i nic im nie jest! Tata też lubi wodę, a mama chyba woli przechadzać się koło wody. My z tatą w morzu, a mama koło morza. Szkoda tylko, że nie było z nami Roxika, ale ona była na koloniach z Nelą. Generalnie wakacje są super!!!
W domu już nie było tak fajnie...Plac zabaw, spanko, plac zabaw, spanko i tak w koło! Rodzice chyba się z kimś założyli, że będę wychodziła z tego placu ostatnia i tak było. Mnie to pasowało, bo placu zabaw nigdy za wiele!! Podobno chodziło o to, żeby mnie zmęczyć. He he naiwniacy!!! Kto się prosił, żeby już wracać? Ja? Kto płakał: "Chodź Ola do domu, proszę Cię, mama(tata) jest już zmęczona(y)"? Wymyśliłam hasło "ostatni raz" co oznacza nieskończoność, bo ostatni raz jest ostatnim razem tym razem a za chwilę już będzie następny raz, więc tamten ostatni raz traci ważność, bo jest już nowy "ostatni raz"! Uff!!! Niestety wraz z końcem ładnej pogody skończył się czas placu zabaw. Pojawiła się za to zabawa w kałużach. Prosta i wspaniała: wymagania - kałuże - możliwie jak największe i najgłębsze, gumiaki. I tyle. Zabawa polega na wskakiwaniu, ewentualnie przebieganiu przez kałużę. Punkt otrzymuje się za maksymalnie wysokie zachlapanie spodni. Bonus: ochlapanie mamy lub taty. Extra bonus: ochlapanie przechodnia. Czas gry zależny od humoru rodziców, temperatury zewnętrznej oraz przemakalności spodni. Polecam!!!
Na pierwszy raz po powrocie wystarczy. Jest kilka tematów ważnych - ach ta polityka, nawet dzieci dotyczy...

